Zagadkę ognia zabrali do grobu
Ktoś wyrzuca z pokoju opalone
domowe sprzęty. Leci stół, krzesła,
męskie laczki. Niewiele tego.
- Brat był kawalerem. Mieszkał
sam. Nie miał pracy, żył z dorywczych
robót - mówi pięćdziesięcioparoletni
mężczyzna, w dłoni
trzyma hak, którym wygarnia z pogorzeliska
to, co zostało z dobytku
młodszego brata Władysława.
Wieś Marcinkowo koło Mogilna,
niedzielne późne popołudnie.
49-letni Wła
Data i źródło: 2008-01-18 | Express Bydgoski - Magazyn